Wspomnienia z wyjazdu do Maroka!

Kuchnia ajurwedyjska

O tym wyjeździe marzyłam od dawna. Nie składało się aż w końcu wiosną tego roku wypaliło. Wiedziałam, że kuchnia marokańska jest aromatyczna, pełna przypraw i mimo niewielkiej odległości od Europy całkiem egzotyczna. Naszym zadaniem było zgłębienie egzotyki na maksa, czyli spanie pod chmurką i gotowanie na ognisku. Taka była nasza idea. Jak najbliżej natury. Nie wiedziałam, że wielu marokańczyków mieszkających jak my w wielkich miastach, uwielbia wypady na pustynię, lub plażę z własnym paleniskiem, czajniczkiem do herbaty i specjalnym garnkiem super, super uroczym, i malowniczym tadżinem.
Wpisaliśmy się więc idealnie w krajobraz i obyczaje.

Ale od początku!!!
Na lotnisku powitała nas urocza przewodniczka, Martyna Łukasaiak zakochana w Maroku od lat.
Naszym towarzyszem był także pies Martyny, przygarnięty z ulicy Bruno. Jego obecność budziła delikatnie mówiąc zdziwienie wśród rodowitych marokañczyków i gwarantowała, dużą odległość do następnego obozowiska.
Marokańczycy jak wszyscy muzułmanie nie darzą psów sympatią, bo jak głosi legenda jakiś pies miał nieszczęście ugryźć proroka Mahometa. No i od tamtego czasu psy stały się nieczyste i delkatnie mówiąc niegodne uwagi. Snują się więc głodne,chore, ratując swoje życie jak się da. To najsmutniejszy widok w Maroku, niestety wszechobecny. Nasz pies cieszył się wszelkimi możliwymi przywilejami, nieskończoną miłością właścicielki i przyjezdnych ciotek.

Do rzeczy. Prosto z samolotu wylądowałyśmy na typowym marokañskim śniadaniu.
Chleb pieczony na kamieniach, oliwa, pasta z mielonych migdałów z miodem, masło i wspaniała marokańska herbata.
Bardzo słodko i bardzo tłusto. Parzenie i picie herbaty to oddzielny rytuał, powtarzany przy każdej możliwej okazji. Smak dla mnie boski.
Podstawą jest wrzątek najlepiej z ogniska, zielona herbata, marokańska mięta i pozostałe zioła wg tradycji i uznania. Mnie najbardziej przypadł do gustu dodatek świeżego piołun. Z tej mieszanki powstaje aromatyczny, gorący, gorzko -cierpki napój, który oczywiście trzeba mocno osłodzić.
Kostka cukru w Maroku jest wielokości 20 naszych razem wziętych.
Specjalna taca, czajniczek, malutkie szklaneczki, jak dla lalki, i zielone ziola w oddzielnym dzbanuszku, to malowniczy widok i nieodłączna część tradycji, ale to nie koniec. Gotową, zaparzoną herbatę kilkakrotnie należy przelać z dużej wysokości, celując w małą szklaneczkę, tak aby płyn mocno się spienił. I tak kilka razy. Dopiero teraz można zacząć pić.

Życie w Maroku jest niespiesznie, pełne smakowania chwili i tego co ona przynosi. Herbatę parzy się więc także nieśpisznie i pije z namaszczeniem.
Jedziemy na nas pierwszy biwak nad oceanem i tym razem jeszcze nie będziemy gotować.
Na miejscowym targu można kupić gotowe dania na wynos. Zupy, warzywa w sosie, sos z soczewicy, lub białej fasolki, wszystko to wlewane do plastikowego woreczka i już. Wygląda dość dziwnie, wyobraźnia podpowiada mi, co się stanie gdy taki woreczek, pełen aromatycznego sosu spotka się z czymś ostrym. W naszym wypadku nie spotkał się. Zjadłyśmy wszystko!!!!!!
W czasie kilku następnych dni gotowaliśmy już sami. Gotowaliśmy – bo towarzyszył nam róawnież kierowca. Niezrównany specjalista od piętrowego pakowania samochodu, rozbijania namiotów i przygotowywania paleniska.

Idziemy na targ i oczywiście jak to na całym wschodzie,
zachodzie i wszędzie na świecie można tu kupić wszystko!

Zaczynamy od tadżinu
Wybieramy w miarę duży z metalową obręczą, żeby nie pękł. Czas na warzywa – po horyzont, przyprawy – całe kopce, zielenina – zza ktôrej nie widać sprzedawcy i wreszcie oliwki i kiszone różności, w naszym przypadku tradycyjne kiszone cytryny.

Gotowanie w tadżinie to wyzwanie!
Najpierw myjemy i skrobiemy warzywa – w morzu, żeby oszczędzić wodę. Następnie układamy w tadzinie, przesypując przyprawami, solą i świeżymi ziołami.

Przepis na zupę z bobu, trochę przeze mnie zmodyfikowany.

Produkty: Świeży bób ugotowany, najlepiej na parze
Surowy por, porządnie umyty pokrojony w półkrążki.
Papryka w kostkę
Masło ghee
Zielony koperek
Kumin
Wędzona papryka
Sól, pieprz do smaku, trochę soku z cytryny

Przygotowanie:
Na ghee podsmaż pora i paprykę
Kiedy będą już miękkie dodaj ugotowany bób, dolej gorącej wody, paprykę wędzoną, kumin, sól i pieprz do smaku, wszystko razem zmiksuj na aksamitną masę.
Na końcu dodaj sok z cytryny – do smaku, posyp koperkiem

Ta potrawa jest z cyklu NIE WYGLĄDA A SMAKUJE. Sycąca, odżywcza i pyszna, no i w Polsce nowość. Zdjęcia nie będzie bo naprawdę nie wygląda.

Za to mamy zdjęcie kuskusu, który kobiety Marokańskie tradycyjnie gotują w piątek.
Wg. relacji Martyny to długi i skomplikowany proces, nasiąkania kaszy wywarem z warzyw, a także z mięsa itd… Szczerze, nie zapamiętałam nic poza tym, że długo. Zamówiłam w restauracji, bez rewelacji.
Słodycze – okropnie słodkie, i podejrzanie kolorowe. Nie próbowałam.

Za to na zdjęciu tradycyjny deser owocowy- pomarańcza schłodzona z posypką, do tego aromatyczne espresso. Całkiem nie ajurwedyjsko, ale bosko.

podziel się wpisem

Zobacz również

NASIADÓWKI -💋❤️ DLA KOBIET❤️💋

Drogie Panie!Zbliża się szczególny dzień w roku, często traktowany z lekka ironicznie, wiadomo historycznie PRL – goździki i rajstopy. 💋Świętujemy,💋Lub nie.💋Z kwiatkiem💋Z