Pokochałam Azory! Za co?

Wracam! Choć chciałabym zostać. Bo pokochałam Azory! Za co?
Za spokój.
Możecie sobie jeszcze wyobrazić świat bez reklam i bilbordów? Jedziesz samochodem a przed oczami tylko przyroda, albo zabudowania. Żadnego kup to, zagłosuj na tego, nie rób, albo rób, nie zapomnij, zapomnij, wpłać, popatrz na tę krzywdę, sukces.
Na Azorach NIE MA REKLAM I BILBORDÓW. Naprawdę. Nikt na siłę nie wciska ci swojego komunikatu.
Najczęściej niechcianego, który podświadomie powoduje irytację, podtrzymuje lub kreuje podziały i antypatie, rozpala emocje. Zdałam sobie sprawę, że w Polsce stale, bezwiednie, bez mojej zgody podlegam informacyjnej przemocy!!!
Nigdy tak na to nie patrzyłam, ale teraz po tygodniu relaksu, reklamy postrzegam jako GWAŁT. Szczególnie te przy drodze.

Azory pokochałam za życzliwość i łagodność.
Nie ma tu czegoś takiego jak „kultura piwna” ( co za idiotyczny manipulacyjny termin).
Nikt nie ryczy, nie przeklina, nie rozpycha się.
Nie lekceważy ostentacyjnie i nie forsuje, nie poniża, udowadnia.
Przeciwnie. Na klamkach domów co rano wiszą bułki na śniadanie. Wiszą, nikt nie kradnie!
Na ulicy ludzie mówią dzień dobry, a przecież byłam nieznajomą, ewidentnie przyjezdną osobą.
Mandat za parkowanie bez biletu wynosi tyle co cena tegoż biletu i dopiero kiedy nie opłacasz w ciągu 3 miesięcy, zaczyna rosnąć.
Bilet? A może ulgowy? Pyta pani w kasie.
Żebrzących kaczek, kotów na parkingach nikt nie goni, łapie, tupie.
Tak, tu naprawdę panuje inna jakość w relacjach.
Azory pokochałam za szacunek do przyrody i jej piękna. Za świadome, zrównoważone współistnienie. Za miłość mieszkańców do miejsca w którym żyją.
Stałe sprzątają, sadzą, przycinają. Usechł start platan, wyjmują kostkę wokół pnia usuwają i sadzą nowe drzewko.
Bocznymi drogami jeździ się jak alejkami parkowymi zatopionymi w hortensjach lub aloesach.
To jest świat wartości do których jak mi się wydawało ludzkość od milionów lat ewoluuje. W terminologii ajurwedyjskiej to świat współpracy, szacunku dla inności, poszukiwania porozumienia we wspólnocie – SATTVA.
Idealizuję? Może?
Jedno jest pewne. Wracam tam gdzie SZACUNEK nie cieszy się SZACUNKIEM najogólniej i najdelikatniej rzecz ujmując.
Jestem tym zmęczona, to też bardzo delikatne sformułowanie.
Dzicy już byliśmy. Doskonale to pamiętam! Myślałam, że mamy to za sobą.
ALE. Wracając do Azorów.
Prawda? Czy polukrowana może odrobinę? Sprawdźcie sami. KONIECZNIE!
Przyjedźcie tu sami. Na ten cudny koniec świata. Kilka kropek po środku Atlantyku, a w dalszym ciągu Europa.
Zapraszam Was do gościnnego domu Ilonki Orczykowskiej w LaGoa, na FB Podróżuję na Wyspy Szczęśliwe. To Ona woziła mnie po wyspie, oprowadzała i dbała jak dawno nikt. Jej autorstwa są te cudne zdjęcia na których występuje moja osoba.
DZIĘKUJĘ!

podziel się wpisem

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
Share on email
Share on print

Zobacz również